Reklama
Reklama

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 382 gości 





Reklama
Reklama

Statystyki

Reklama
Mieszkam w Polsce
Wpisał Klancyk69   
Czwartek, 12. Marzec 2009 12:48
Polish Spring–Scottish TidesSiódmego marca przed koncertem kultu deszcz moczył niemiłosiernie ulice Perth, a może to niebo płakało nad losem emigrantów znad Wisły. Choć los owych ludzi nie jest tak beznadziejny wnioskować można by choćby po tym co powiedział lider Kultu Kazimierz Staszewski

„Przywiozłem dla was pozdrowienia z ojczyzny, dziś rano funt był po 5.40 w kantorze na Puławskiej w Warszawie, dobra wasza lecz niestety nie nasza…”.


Słowa te padły po „Notorycznej narzeczonej” jakieś 30 minut po 20 albo 8 pm bośmy przecież na Wyspie. Kazik niewiele mówił tylko śpiewał dając z siebie jak zwykle wszystko co ma. Zaczęli „Celiną”  prawie punktualnie o 20 00 albo 8 00 pm, później „Baranek” apel do jakiegoś Przemka i „Wódka” następnie jedyna angielskojęzyczna piosenka w repertuarze „Passenger”(Piosenka Iggy Popa), a później już po polsku „Ręce do góry”, po tym skakaniu Kazik wyrzucał jakiś piasek z buta. Następnie z płyty „Tata Kazika” wspominana już „Notoryczna narzeczona”, a po niej „Wyjechali na wakacje” i „Krew jak śnieg”, „Jeśli chcesz odejść – odejdź”. I doczekałem się jednej z moich ulubionych piosenek tego zespołu „Do Ani”, a dla kontrastu po niej Kazik opowiedział o zmianach jakie niesie czas u młodzieży żydowskiej  a następnie zaśpiewał o „Brooklyńskiej Radzie Żydów”, później anarchistyczna „Komuna mentalna” , i piosenka o czasach co to miały się nie wrócić „Parada wspomnień”.

Drugą godzinę rozpoczęli „Knajpą morderców”, dziwna wersja piosenki „Zegarmistrz światła purpurowy”, „6 lat później”. I znowu piosenka z płyty Tata kazika „Kurwy wędrowniczki”, a następnie utwór z początków działalności zespołu „Hej czy nie wiecie”, „Czarne słońca” , „Kaseta”, i z płyty „Spokojnie” utwór „Patrz” i z tej samej płyty „Niejeden”, a później „Lewe lewe loff” z albumu „Muj wydafca”. Jednej piosenki nie udało mi się zidentyfikować, po niej zabrzmiało ostro „Goopya peezda” i Kazimierz gdzieś zniknął, mikrofon powędrował w ręce klawiszowca zespołu Janusza Gruzińskiego który nawet nie udawał że spiewa „Totalną stabilizację”. Wkrótce wrócił Kazik z piosenką „Arahja”. Trzecia godzina solidnego grania a zespół jakby łapał więcej powietrza w płuca i świeżej zabrzmiała muzyka w „Królowej życia” następnie „Poznaj swój kraj”, „Dziewczyna bez zęba na przedzie”, „A gdy będę umierał”, sławny „Dom wschodzącego słońca”, „Dolina”.

Około 22 30 albo 10 30 pm, zespół zszedł ze sceny, wokalista oświadczył, że to już koniec. Publiczność jednak nie pozwoliła  aby koncert zakończył się bez hitu koncertowego Kultu czyli piosenki „Polska”, jako drugi bis „Konsument”, trzeci utwór na bis „Po co wolność”i czwarty bis „Krew Boga”. Kazik ogłosił, że to już naprawdę koniec i że bardzo dziękuję publiczności bo przecież „gdyby nie było was nie było by i nas”(oczywista prawda o której większość tzw. gwiazd zapomina albo nie wie) powiedział lider Kultu i ukłonił się trzykrotnie w stronę publiczności, chociaż zapowiedział dwa ukłony. A z drugiej strony cały czas słychać było głośne dziękujemy, dziękujemy, dziękujemy…

Przeżyłem miłe chwile w Concert Hall w samym centrum Perth, przez chwile zapominałem gdzie jestem i co tam w planach do zrobienia. Dotarło też do mnie, że niezależnie od tego gdzie przyjdzie mi żyć przez resztę lat moich i jakie to jeszcze doświadczenia przede mną, to zawsze najlepiej będę czuł po polsku. Nigdy pewnie w innym języku tak dobrze nie zrozumiem, co artysta chciał powiedzieć, jak rozumiem na przykład pana Staszewskiego. Koncert był doprawdy przyzwoity, choć uczestniczyłem już w lepszych, a choćby w katowickim Spodku podczas tradycyjnych już pomarańczowych tras Kultu w październiku. Jednak wydaje mi się, że tam Kazik nie zrobił tylu kilometrów ile w Perth nachodził mil. Niespełna trzy godziny maszerował prawie bez przerwy, od lewa do prawa, więc należy tą trasę w milach liczyć, bośmy na Wyspie przecie. A może to jeszcze. jeden przekaz artysty w stronę publiczności, że mianowicie nasze życie to ciągły ruch i wszystko nieustannie się zmienia. Ja osobiście o tym fakcie czasem zapominam i na przykład 7 marca chwilami czułem się jak osiemnastolatek, kiedy to pierwsze utwory kultu warunkowały mój światopogląd. Moje reminiscencje jednak szybko się potraciły i wiem, że życia ruch, ciągłe zmiany i czwarty krzyżyk na karku.

Długo jeszcze po zakończeniu koncertu w mojej głowie dudnił refren z Polski – „Polska, mieszkam w Polsce, mieszkam w Polsce, mieszkam tu, tu , tu…” A wydawało mi  się, że wyjechałem ponad dwa lata temu.

Klancyk69