Reklama
Reklama

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 389 gości 





Reklama
Reklama

Statystyki

Emigracja w rytmach jazzu
Wpisał Jan Redzisz / Sukces.co.uk   
Poniedziałek, 10. Listopad 2008 09:56
Co łączy Polskę, Wielką Brytanię i Belgię z subtelną muzyką przepełnioną poezją Poświatowskiej oraz Euro 2012? Aleksandra Kwaśniewska, której debiutancki album Island Girl nagrany z zespołem The Belgian Sweets ukazał się równo miesiąc temu.

Aleksandra opowiada Sukces.co.uk o momentach przełomowych na drodze do sukcesu.

Odsłuchałem kilka Twoich piosenek na myspace i jestem pewien, że już wkrótce nazwisko Aleksandry Kwaśniewskiej będzie się nam kojarzyć z jazzującą muzyką, nie zaś z córką byłego prezydenta. Krótko mówiąc, gratuluję pięknego głosu! Co czujesz w związku z premierą płyty – czy wszystko poszło po Twojej myśli?
ALEKSANDRA KWAŚNIEWSKA - Jeśli chodzi o reakcję publiczności, mediów, organizatorów koncertów, to przewyższyły one moje oczekiwania. Jest jednak kilka rzeczy, których dopiero uczę się w trakcie tego debiutu. Przy kolejnej płycie będę już wiedziała, że pewne rzeczy należy robić zupełnie inaczej i że coś może nie nastąpić w terminie. Mam dużo wrażeń z ostatniego miesiąca, naprawdę ogromnie dużo.

Jakie były przełomowe momenty na Twojej drodze do sukcesu? Czy była ona kręta i trudna?
ALEKSANDRA KWAŚNIEWSKA - Rzeczywiście, taka była. Przygotowania do wydania płyty trwały kilka lat. Dwa lata temu zaczęliśmy intensywnie przygotowywać się do nagrań, chodziłam na próby, jeździłam do Belgii na rozmowy z producentem podczas których ustalaliśmy, jaka będzie ta płyta. W międzyczasie pisałam piosenki. W sierpniu 2007 roku nagraliśmy album i przez cały ostatni rok szukałam możliwości wydania go. Okazało się, że firmy fonograficzne stawiają temu materiałowi różne wymagania. W rezultacie zdecydowałam, że wydam go sama.

Jak to się stało, że Polka z Bielawy, mieszkająca w Londynie, nagrała płytę z belgijską grupą The Belgian Sweets? To naprawdę kosmopolityczna mieszkanka!

ALEKSANDRA KWAŚNIEWSKA - Sześć lat temu wyjechałam na stypendium do belgijskiego Gent. To piękne miasteczko, które porównałabym do Krakowa. W trakcie stypendium rozpoczęłam studia w szkole muzycznej na wydziale jazzu. Chodziłam na jam sessions, śpiewałam. W pewnym momencie poznałam saksofonistę Johna Snauwaert’a, dość znanego w Belgii, który zaproponował mi stworzenie projektu ‘polski folk na jazzowo’. To był mój pierwszy poważny projekt. Wraz z muzykami, których wtedy poznałam, a z którymi dziś tworzę The Belgian Sweets, graliśmy standardy jazzowe w różnych klubach. Dzięki tej szkole nawiązałam kontakty z wybitnymi muzykami, a od projektu ‘polski folk na jazzowo’ rozpoczęła się współpraca i przyjaźń między nami. Ten projekt ewoluował aż doszedł do etapu, gdy stał się autorskim projektem. Już wtedy była to mieszkanka polskiego folku na jazzowo, jak również moich kompozycji, najczęściej do wierszy Poświatowskiej.

Właśnie, Poświatowska również uczyła się i tworzyła za granicą, jej życie pełne było tragicznych wątków. Czy jako artystka utożsamiasz się z nią czy też jest jakiś inny powód na taki dobór tekstów?

ALEKSANDRA KWAŚNIEWSKA – Najbardziej w jej twórczości podoba mi się niesamowity sposób, w jaki bawi się słowem. Jej wiersze przepięknie opisują łąki, jakieś piękne sierpniowe wieczory. Tęsknię do zieloności, gór, przyrody, Bieszczad, a jej wiersze to oddają. Wybieram też wiersze o miłości, jak chyba każda kobieta, bardzo je lubię. Inspiruje mnie ta jaśniejsza strona twórczości Poświatowskiej.
Island Girl to płyta minimalistyczna, nastrojowa i międzynarodowa. Gdzie wróżysz jej największy sukces?
ALEKSANDRA KWAŚNIEWSKA - Wydaje mi się, że zazwyczaj pierwszą płytą artyści dopiero się przełamują, to taki sygnał dla słuchaczy, że jesteśmy i coś robimy. Wiem, że jest spore zainteresowanie w Polsce. Rośnie ono również w Belgii i to mnie bardzo cieszy, ponieważ chciałabym tam częściej zaglądać, lubię tam wracać. Pojawiają się pierwsze zaproszenia na wywiady, wiele ważnych rzeczy zaczyna się dziać. Za pierwszy cel postawiłam sobie Polskę. Chciałabym żebyśmy koncertowali w Polsce, Wielkiej Brytanii i Belgii, tak żeby połączyć te trzy ważne dla mnie kraje.

Czy Twój drugi projekt muzyczny, brytyjski, podobnie jak ten belgijski, stanowi tak kolorową mieszankę jazzu, folku, bossanovy i nutki skandynawskiej? Skąd pomysł na stworzenie drugiego zespołu?
ALEKSANDRA KWAŚNIEWSKA - W ostatnim okresie zaczęłam pisać sporo piosenek i jednocześnie doszłam do wniosku, że byłoby mi łatwiej, gdybym miała tu na miejscu drugi zespół. O wiele prościej jest mi zagrać tutaj z zespołem z Londynu, niż ściągać go z Belgii. Muzycy są absolwentami wydziału jazzowego Royal Academy of Music. Ten zespół jest jednak trochę inny, bardziej funkowy. Nowe piosenki, które wykonujemy, są również po polsku, są szybsze i choć bardziej funkowe, to też troszeczkę jazzujące.

Oprócz śpiewania, prowadzisz również firmę…
ALEKSANDRA KWAŚNIEWSKA - Tak, to biuro tłumaczeń, Traductio (www.traductio.co.uk), które prowadzę z Tomaszem Letniowskim. Istniejemy od prawie 3 lat. Oferujemy dosyć szerokie spektrum zleceń, w związku z czym mamy do czynienia z ciekawymi przedsięwzięciami. Tłumaczyliśmy na przykład dla UEFA, gdy Polska i Ukraina wygrały organizację Mistrzostw Europy 2012. Z naszych usług regularnie korzysta polska ambasada oraz polskie Ministerstwo Sprawiedliwości oraz Sportu.

Dlaczego będąc artystką założyłaś biuro tłumaczeń?
ALEKSANDRA KWAŚNIEWSKA – Oczywiście oprócz przyczyn finansowych, aby uzyskać większą swobodę. Wcześniej miałam regularną pracę, z której wracałam późno, zmęczona. Dzięki tej możliwości nasza płyta w ogóle powstała. Inaczej być może nie byłoby na to czasu i energii.

Twoja recepta na sukces?
ALEKSANDRA KWAŚNIEWSKA - Przede wszystkim ogromna determinacja. Po drugie, to nie poddawać się przeciwnościom, bo kiedy chcemy spełniać marzenia, jest ich przecież mnóstwo. Zauważ, że im bardziej chcesz spełniać swoje marzenia, tym więcej przeciwności się pojawia. Jedyną receptą jest po prostu nie poddawać się. Być może będzie to oznaczać popłakanie sobie w nocy lub wykrzyczenie gdzieś, gdy jest bardzo ciężko, ale kolejny dzień to rozpoczynanie na nowo i walka o swoje. I tak dzień po dniu, żeby robić to, co się kocha.

W udzielanych wywiadach powiedziałaś, że produkcja płyty własnymi siłami i środkami, płyty która nie szłaby na artystyczne kompromisy, jest wyczerpująca finansowo i psychicznie. Czy jednak po premierze Island Girl, będąc zaangażowaną w kolejny projekt muzyczny, prowadząc własny biznes, uważasz się za kobietę sukcesu?
ALEKSANDRA KWAŚNIEWSKA – Uważam że osiągnęliśmy wiele ale to nie tylko mój sukces ale wielu osób które mi pomogły. Są to przede wszystkim Tomek Letniowski, który dzień po dniu bardzo pomaga mi w rozwiązywaniu wszelkich problemów, ekipy z wydawnictw: Rockers Publishing i 33 Jazz, które włożyły ogromnie dużo wysiłku w promocję i dystrybucję tego debiutu, znajomi graficy, którzy czuwali przy projekcie płyty i materiałów promocyjnych, producent Pedro De Bruyckere i zespół, którzy mnie dzielnie wspierali przez ostatnie lata. Mogłabym tak jeszcze wymieniać i wymieniać…

Wszystkiego dobrego na drodze artystycznej i biznesowej oraz dziękuję za rozmowę.
Dziękuję bardzo i pozdrawiam wszystkich serdecznie.

Dla Sukces.co.uk rozmawiał Jan Redzisz