Reklama
Reklama

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 328 gości 





Reklama
Reklama

Statystyki

Jeden dzień ze studia festiwalowego Made in Poland
Wpisał Danuta Kudlacik   
Czwartek, 17. Czerwiec 2010 10:03
10 czerwca
6.30 Pierwszy sms. Koleżanka informuje mnie, że przyjdzie na film wieczorem. Whatever, ja jeszcze śpię.
7.00 Jeszcze dwie wiadomości festiwalowe. Koncert w Sage wczoraj był bardzo udany, genialne akordy Wasilewskiego, fajna atmosfera. I jeden komentarz od pana z urzędu miejskiego: Festiwal z roku na rok staje się coraz lepszy. Miód na serce. Chyba czas wstawać...?
7.30 Wygląda na to, że wszyscy myślą tylko o jednym! Pomiędzy śniadaniem i poranną toaletą planuję, co jeszcze dzisiaj trzeba zrobić: odebrać ulotki od Helen, bo podobno jeszcze jakieś zostały, dograć poczęstunek z Małgosi – o której można go przywieź do Side Cinema?, pogadać z Kubą o wejściówkach – czy ktoś zrezygnował w ostatniej chwili?
Praca.
W przerwie: telefony. Pierwszy do manadżera Side. Czy na pewno ktoś będzie, kiedy przyjedzie poczęstunek o 18.30? Nie ma problemu, więc załatwione. Odhaczam z listy. Wczoraj ukazało się przypomnienie o pokazie filmu na Polnews. Sprawdzam, czy nie ma jakichś pytań czy komentarzy. Wystawiam dwie zaległe faktury i przypominam w mailu o fakturach dla nas  – trzeba mieć wszystko na oku.
4.30 Koniec „prawdziwej” pracy. Czas na ostatnie działania w sprawie pokazu filmu i polskiego bufetu. Już wcześniej dostaliśmy potwierdzenie, że film przyszedł. Jest na miejscu. Dostaje potwierdzenie od kilku znajomych, że na pewno będą.
18.30 Jest bufet z Małgosi. Wygląda smakowicie: kanapeczki, wędliny, ogórki kiszone. I coś na angielskiego “słodkiego zęba” Michałki, krówki i pierniczki. Cieszę się, że  nie jadlam kolacji. Wiadomość od fotografa – uszkodził kregosłup. Czy uda się znaleźć kogoś w ostatniej chwili? Sięgam po telefon.
18.30 Powoli schodzą się ludzie. Każdy dostaje coś słodkiego na początek, można się napić czegoś z baru. Dużo nowych twarzy. To cieszy.
20.15 Czekaliśmy na spóźnialskich, ale teraz już musimy zaczynać. Sala jest pełna. Film „Królik po berlińsku” w reżyserii Bartosza Konopki, który został nominowany do Oskara jako jedyna nieamerykańska produkcja, zostaje wyświetlony w kinie Side. Pracowaliśmy nad tym pokazem od lutego.
21.00 Większość osób zostaje pogadać ze znajomymi, nawiązują się nowe znajomości, następuje wymiana poglądów na temat filmu. Ludzie pytają o następny film w ramach festiwalu Made in Poland? Już w najbliższą niedzielę 20 czerwca pokażemy „Wojnę polsko-ruską”, czyli ”polski Trainspotting”, tym razem w kinie Tyneside. Festiwal polski trwa. Zapraszamy!

Danka Kudłacik