Reklama
Reklama

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 78 gości 





Statystyki

Reklama
Serce Antosia Drukuj Email
Wpisał Się Pomaga   
Być może nie ma żadnej księgi, w której zapisany jest nasz los. Być może wszystko, co się dzieje, to zwykły przypadek. Być może choroby spadają na tych najsilniejszych, którzy je udźwigną i się nie ugną pod ich ciężarem. Być może… Jedno jest pewne – za kilka tygodni urodzi się mały chłopiec i bez naszej pomocy jego życie jest zagrożone.

Ciąża – podejście drugie. 27 tydzień, już mały człowieczek, widać nosek, paluszki. Zapomina się o bólu po poronieniu niecałe dwa lata wcześniej. Kolejne dziecko będzie silniejsze – tak mówią. Zaciera się w pamięci dzień utraty poprzedniego dziecka, w końcu trzeba żyć dalej z tym smutkiem zakopanym na dnie serca. Dokładnie tego samego dnia, 21 listopada, wizyta u lekarza, żeby sprawdzić, co u Antosia. – Coś jest nie tak z sercem. Trzeba zrobić badanie echokardiograficzne. – mieliśmy nadzieję, że to pomyłka. – Okazało się, że naszemu synkowi nie wykształciła się lewa komora serca (HLHS). Jest to jedna z najcięższych wad serca.

Świat się nam zawalił, łzy same płynęły po policzkach. Wracaliśmy do domu  tylko z jedną  myślą: żeby Antoś żył. A o kopał tak mocno, jakby chciał, żebyśmy czuli, że jest z nami. Chwilowo zagłuszyłam swój smutek, aby nasz synek nie odczuwał negatywnych emocji. Najpierw utraciliśmy pierwsze dziecko, a teraz, kiedy jesteśmy na półmetku, słyszymy od lekarza, że nasze drugie maleństwo może umrzeć, bo nie ma połowy serduszka…

I cały czas w głowie kłębiło się jedno pytanie: Dlaczego? Dlaczego my? Dlaczego tak późno wykryto wadę? Dlaczego tak boli strach i niepewność? Byłam obrażona na Boga, a jednocześnie modliłam się o uzdrowienie Antka. Gdańscy lekarze nie dawali szans, mówili, że większość dzieci umiera przy pierwszej operacji. A przecież to pierwsza z trzech. Wierzyłam, że istnieje lekarz, który naprawi to małe serduszko bijące pod moją piersią. Tak trafiliśmy do profesora Malca. Zacerował tak wiele serc, że postanowiliśmy powierzyć w jego ręce nasze najcenniejsze serduszko – Antosia.

Za życie naszego dziecka oddamy wszystko, co mamy. Jednak nie mamy tego, co go uratuje – ponad 170.000 zł. Mimo pomocy rodziny i znajomych nie jesteśmy w stanie uzbierać takiej sumy. Antek przyjdzie na świat w połowie lutego 2014. To prawie już, mamy tak mało czasu. Boimy się, że jeśli nie zdążymy uzbierać pieniędzy, ledwo się z nim przywitamy, a już będziemy musieli się żegnać. Mamy siłę, żeby walczyć, ale nasze serca to za mało, żeby zwyciężyć. Prosimy o pomoc w ratowaniu naszego synka.

Wszystkich zainteresowanych pomocą Antosiowi prosimy o wpłacanie na poniższy rachunek bankowy:
Fundacja na rzecz dzieci z wadami serca Cor Infanis:
  • Polski złoty:  PL86 1600 1101 0003 0502 1175 2150
  • USD:  PL93 1600 1101 0003 0502 1175 2024
  • EUR:  PL50 1600 1101 003 0502 1175 2022
z  dopiskiem „Antoni Pałubicki”

lub poprzez strone internetowa www.siepomaga.pl (Serce Antosia)