Reklama
Reklama

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 176 gości 





Reklama
Reklama

Statystyki

Reklama
Z Newcastle do Tajlandii - FOTORELACJA - cz.3
Wpisał Jawik   
Poniedziałek, 02. Sierpień 2010 17:02
Tajlandia jest również znana jako stolica seksu, co autentycznie, natychmiast zauważalne jest na ulicach. Spacerując chodniko-ulicą w każdej chwili można wpaść pod nadjeżdżający skuter, jeśli się w czas nie oderwie oczu od tancerek Go Go z pobliskiego baru.

Zdecydowanie inaczej zaczyna wyglądać rzeczywistość, jeśli się pozna troszkę bardziej życie tych dziewczyn. W Europie na prostytucję decydują się raczej leniwe wyjątki, tutaj jest inaczej.

Tajlandia jest prawie pozbawionym przemysłu, z zacofaną gospodarką rolną krajem. Funkcjonuje w miarę normalnie tylko dzięki turystyce. Skazani na taki rodzaj pracy mieszkańcy, nie zawsze wiodą przyjemne życie. Nie jest tu tak samo jak w europejskiej fabryce, gdzie zrobisz swoje i dostajesz za to ustaloną zapłatę. Tutaj praca wplata się mocno w życie prywatne, i zdrowie nie mającej za dużego wyboru kobiety.



Część prostytutek to starające się utrzymać własne rodziny matki! Podróżują one w poszukiwaniu klientów, czasem przez rok nie widząc swoich dzieci. Seks jest tani z powodu dużej konkurencji. Oprócz rodzimych dziewczyn, seksturystów obsługują, prostytutki z Wietnamu, czy Kambodży. Jest to praca bez żadnej ochrony, na własną rękę, stąd też czasami i blizny od nienormalnych klientów.



Jak sami widzicie życie w Tajlandii dla wielu jest prywatnym piekiełkiem, lecz ciężko uchwycić grymas bólu na twarzy Tajlandczyka. Wydają się być oni dumni ze swego kraju i króla. Kiedy zabrzmiał z dworcowych megafonów hymn narodowy, ucięły się rozmowy, i wszyscy natychmiastowo przyjęli postawę ‘na  baczność’. Byliśmy chyba jedynymi ludźmi na wielkim dworcu, będącymi w ruchu. Śpieszyliśmy się po prostu na odjeżdżający niebawem autobus. Później zastanawiałem się co by było żeby hymn zaskoczył nas przy jedzeniu. Czy też powinienem odłożyć widelec i stanąć na baczność? Kolega stwierdził, że nigdy.



Mało odpowiadały nam brudne plaże Pattaya City, postanowiliśmy się więc przenieść w ładniejsze miejsca na wyspę Phuket. Wróciliśmy w tym celu do Bangkoku. W drodze na dworzec autobusowy kierowca taxi tłumaczył nam, że dym wydobywający się właśnie spod autostrady biegnącej przez centrum miasta, to starcia ludzi z wojskiem i policją. Tam ginęli ludzie. Na wyjątkową sytuacje wskazywały również liczne posterunki wojskowe, obłożone workami z piaskiem, z żołnierzami pod bronią. Nasuwało się stwierdzenie, że chyba nie znajdujemy się w najodpowiedniejszym miejscu. Daleko mi jeszcze do korespondenta wojennego.



Budżet mieliśmy ograniczony, więc skorzystaliśmy z transportu naziemnego. Spodziewaliśmy się więc 14to godzinnej podróży w mało wygodnym autobusie. Wielkie było nasze zaskoczenie, kiedy wsiedliśmy do dużego, dwupoziomowego autokaru, znacznie przewyższającego standardem autobusy kursujące pomiędzy Polską a Anglią. Przespaliśmy noc w półleżących siedzeniach, a nad ranem ukazało się nam centrum miasteczka Phuket. Od razu można było zauważyć różnice cenową, podyktowaną atrakcyjnością turystyczną miejsca. W porównaniu, gdy za ponad godziną jazdę taxi po Bangkoku płaciliśmy lekko ponad 200B, teraz za 20 minutową podwózkę trzeba było zapłacić 400. Szybko się jednak okazało że postąpiliśmy słusznie, zmieniając miejsce pobytu. Trafiliśmy do w miarę taniego hoteliku, a i o toczenie stało się znacznie przyjemniejsze. W hotelu wypożyczyliśmy skutery 150B za dzień (3F) i zaczęliśmy penetrować wyspę. Piękne pofałdowane tereny porośnięte w większości dżunglą. Czasami mijało się słonie wiozące w pełni uszczęśliwionych turystów. Kąpiele na różnych plażach w czystej wodzie...









Czwarta część fotorelacji z Tajlandii - kliknij tutaj...

Jawik