Reklama
Reklama

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 312 gości 





Reklama
Reklama

Statystyki

Reklama
Mały może szybciej?
Wpisał Tekst i zdjęcia: Elżbieta Ślebzak   
Czwartek, 13. Sierpień 2009 08:54
Od ponad roku obserwujemy proces tworzenia Polskiej Szkoły Sobotniej w Newcastle. Tymczasem mali Polacy w miejscowości Seahouses, oddalonej o niespełna 50 mil od Newcastle, mają już swoją własną szkołę polską. Pod koniec lipca zakończył się w niej pierwszy trymestr nauki.

Szkoła powstała z inicjatywy polskich rodzin, które osiedliły się w północnej części hrabstwa Northumberland w ciągu ostatnich kilku lat. Dzieci z tych rodzin mówią po polsku, ale - intensywnie ucząc się angielskiego - mają coraz mniejszy kontakt ze swoim językiem ojczystym. Niektóre wyjechały z Polski jako małe dzieci i nie zdążyły się nauczyć pisać ani czytać po polsku. Są też dzieci rodzin mieszanych (polsko-angielskich), które nawet w domu rzadko słyszą język polski. Bez względu na sytuację rodzinną rodzice pragną jednak zapewnić im pewne polskie wykształcenie, chociażby takie, które pozwoli dzieciom sprawnie porozumiewać się po polsku z rodziną w kraju. Rodzice chcą, żeby dziecko umiało napisać życzenia na Dzień Babci czy wysłać SMS-a po polsku z pozdrowieniami z Anglii do kolegi w Polsce. Pragną także, żeby dziecko poznało swoje korzenie – znało polskie tradycje, historię czy geografię Polski.



Realizacja pomysłu założenia szkoły polskiej to zasługa dr Beaty Kohlbek, właściciela i wykładowcy szkoły językowej Union Language Centre. Dzięki jej kontaktom, doświadczeniu i zdolnościom organizacyjnym udało się pozyskać sponsorów (Northumberland Community Development Network i Community Cohesion Officer – Adam Ellis Jones) i załatwić stały lokal – Seahouses Resource Centre. Nabór kadry do szkoły udowodnił, że w rejonie nie brakuje zdolnych i wykształconych nauczycieli z Polski. Ostatecznie zadanie uczenia dwunastki polskich dzieci powierzono nauczycielce nauczania zintegrowanego – Mai Brodowskiej.



Szkoła w Seahouses nie ma tak poważnych planów i bogatego programu nauczania jak powstająca szkoła w Newcastle. – Nie chcieliśmy zwlekać i dodatkowo wydłużać przerwy w nauce naszych dzieci – wyjaśnia Beata Kohlbek. - Zależało nam, żeby zacząć jak najszybciej, nawet na mniejszą skalę. Nasi uczniowie mają dwie godziny zajęć – tyle, żeby się czegoś nowego nauczyć, a równocześnie tyle, żeby nie było to dla nich zbyt dużym obciążeniem. Nie chodzi nam o egzaminy czy matury.



Również system opłat za naukę jest inny niż w szkole w Newcastle. – Przyjęliśmy zasadę pobierania opłat od rodziny, a nie od dziecka. Nie chcemy stawiać polskich rodziców, mających więcej niż jedno dziecko w wieku szkolnym, przed wyborem: które dziecko wysłać do szkoły. Za pierwszy trymestr (od Wielkanocy do lipca), w którego trakcie odbyło się dwanaście dwugodzinnych zajęć, rodzina płaciła 80 funtów. Warto zaznaczyć, że dzięki wsparciom sponsorów dzieci otrzymały komplety podręczników, a także inne książki w języku polskim. Dodatkowo sponsorzy pokryli koszty wynajmu busa, przewożącego starsze uczennice z Berwick-upon-Tweed.



Szkoła w Seahouses cały czas przyjmuje nowych uczniów. Planowane jest między innymi otwarcie grupy przedszkolnej, a także – w miarę zwiększania liczby uczniów – podział na grupy.

Nasuwa się teraz pytanie, jak długo polscy rodzice z okolic Newcastle będą musieli czekać na szkołę w tym mieście. Czy naprawdę musi to tyle trwać? Czy może problem tkwi w ambicjach organizatorów i nauczycieli szkoły? Póki co, wygląda na to, że mały może więcej, a już z pewnością – może szybciej.

Polską Szkołę Sobotnią w Seahouses odwiedziła Elżbieta Ślebzak

Informacji o szkole w Seahouses udzielają i zapisy przyjmują:

Beata Kohlbek – członek Zarządu Szkoły Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Maja Brodowska – nauczyciel szkoły Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.