Reklama
Reklama

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 314 gości 





Reklama
Reklama

Statystyki

Reklama
Powrót do korzeni
Wpisał Sinyro   
Piątek, 27. Kwiecień 2007 08:34
Do kraju tego, (gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie...) Tęskno mi Panie! Tak pisał Norwid. Podobnie pisali Miłosz, Słonimski, Słowacki, Hłasko i wielu innych znanych lub mniej znanych poetów polskich. Życie na emigracji nie jest łatwe, ale nie jest tez trudne. Jak to ktoś trafnie ujął, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I tak jest w rzeczywistości.

Cząstki polskiego społeczeństwa rozrzuciły się na pozostałe 26 krajów unii europejskiej.
Po pamiętnym 2004 roku i otwarciu granic, nie potrzeba już więcej wizy, nie potrzeba „listu do przyjaciela”, nie potrzeba deklarować, ile pieniędzy mamy przy sobie i czy wystarczy nam to na dwumiesięczne wakacje.
Teraz , aby wyjechać wystarczają dobre chęci, trochę odwagi, zapał, parę groszy i podstawy angielskiego (chociaż te dwa ostatnie nie są koniecznymi).

Kaśka przyjechała do Anglii zaraz po wstąpieniu do unii: Nie było tu wielu Polaków. Myślę, ze jeszcze się bali. Możliwe że cześć z nich czekała na pierwsze komunikaty od swoich znajomych, którzy się odważyli, a cześć musiała zapiąć wszystko na ostatni guzik w Polsce. Wiedząc, ze u nas nie jest tak łatwo ze wszystkim, zabrało im to trochę czasu. Jeśli chodzi o moja historie...ja miałam szczęście.
Mówiąc ‘miałam szczęście’ miała na myśli: prace od zaraz, tanie mieszkanie u rodziny kolegi, którzy pomogli jej w obcym kraju poczuć się jak we własnym.

Szczęście nie uśmiecha się jednak do wszystkich...

Iwona przyjechała w 2006: Kiedy ja przekroczyłam granice, Polaków było już sporo. Nie miałam łatwo z pracą, z mieszkaniem. Pieniądze, które pożyczyłam w Polsce na wyjazd, wystarczyły mi tylko na kilka tygodni. Minęło kilka miesięcy zanim zaczęłam poznawać ludzi. Moja sytuacja od tamtego czasu znacznie się polepszyła i nadal polepsza.
O Podobnych historiach do tej można by napisać książkę, jeśli nie trylogie. Ludzie, którzy przyjechali i nie mieli co jeść, gdzie spać, ale wytrwali. Ludzie, którzy przyjechali z niczym i odjechali z jeszcze większym niczym, bo zmieszanym z porażką i bezsilnością.

Kiedy spytałam te dwie dziewczyny, gdzie planują przystanąć na całe życie. Kaśka powiedziała, że w Polsce, a Iwona, że na wyspach. Na pytanie czym to jest uwarunkowane nie potrafiły mi jednoznacznie odpowiedzieć.

Kiedy emigranci zaczną wracać do starzejącej się Polski?

No właśnie, kiedy? To pytanie, spędza sen z powiek milionom ludzi, którzy zostali w tej Polsce i nie tylko.
Angielscy politycy (Labour), boją się że otwierając granice, popełnili błąd, który zaważy na kolejnych wyborach.
Polscy politycy boją się, że nie będzie komu płacić podatków, co będzie groziło utratą rent, emerytur czy zasiłków.
Nauczyciele boją się, że zabraknie dzieciaków w szkołach, studentów na uczelniach.
Lekarze, policjanci, dentyści, hydraulicy....
Rodzina boi się, że nie będzie komu i do kogo przyjeżdżać na niedzielną kawę, albo ze ominie nas tak wiele w życiu rodzinnym.

A my, emigranci czego się boimy?