Reklama
Reklama

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 211 gości 





Reklama
Reklama

Statystyki

Reklama
I am from Poland, I've got no money
Wpisał Sinyro   
Piątek, 20. Kwiecień 2007 20:00
To było zaraz przed świętami Wielkanocnymi. Krzątając się po mieszkaniu, robiąc ostateczne porządki zadzwonił dzwonek do drzwi. Nie zastanawiając się długo poszłam je otworzyć. Ku memu zdziwieniu nie był to kolejny Anglik starający się przekonać mnie do wstąpienia do organizacji charytatywnej.

Była to kobieta w średnim wieku, trzymająca kartkę przed sobą i w lewej ręce reklamówkę. Stała w milczeniu, czekając na moja reakcje. Spojrzałam na kartkę, przy czym ona równocześnie zaczęła mówić łamanym angielskim. Wstrząsnęło mną. To była Polka. Na kartce miała napisane coś w rodzaju: „Jestem z Polski, nie mam pieniędzy, proszę pomóż mi i kup ode mnie obraz”.

 Będąc jakby w szoku powiedziałam, ze nic od niej nie kupie, po czym zaczęłam jedną z tych banalnych konwersacji, typu co robi, gdzie mieszka itp. Tak naprawdę w ogóle mnie to nie interesowało. Kiedy skończył się temat, z ulgą zamknęłam drzwi. Podeszłam do okna, obserwując ją jeszcze przez chwile. Zadzwoniła do mojego sąsiada z naprzeciwka.

Jego mina, jego uśmiech i to co pewnie pomyślał o Polakach w tej chwili- nie chciałam na to patrzeć...
Podejrzewam, że ze scenami takie jak te spotyka się tutaj wielu i dosyć często. Słyszałam, iż w Polsce sprzedawanie obrazów od drzwi do drzwi zamienił się w prawdziwy „biznes”. Mam znajomych w Szwecji, którzy mówili mi, iż również w tym państwie Polacy próbują na tym zarabiać. Jakby nie patrzeć, dobry sposób: nie odprowadzasz podatku, nie płacisz ubezpieczenia.

Troszeczkę z innej beczki. Niedawno mój znajomy (Anglik), mieszkający w Walkerville, zadzwonił do mnie. Opowiedział mi o żebrzącym Polaku w jego drzwiach, który po wizycie u niego wsiadł do nowego samochodu marki już nieważne jakiej, zaparkowanego na końcu ulicy.Chciałabym tylko uświadomić co niektórych, którym przyjdzie którykolwiek z tych „biznesów” do głowy, ze poprzez takie zachowanie tracimy szacunek i dobry wizerunek u Anglików, a wierze, iż wielu sensownych ludzi się o niego stara, albo próbuje zachować jego resztki.

Chcesz coś sprzedać, nie wkradaj się na teren ludzkiej prywatności, tylko zaloguj się na Ebay, albo Allegro. Nie masz pracy, nie mówisz po angielsku, wejdź na jedna z polskich stron. Szukasz pomocy, zwróć się o nią do rodaka. Wierze, iż co niektórzy odrzucili zachowania jak na dawnej emigracji powojennej, czy pokomunistycznej i któryś z nas będzie w stanie pomóc.

Teraz jeśli ktoś zadzwoni do moich drzwi, będzie chciał mi cos sprzedać, będzie miał kartkę i będzie jak ja Polakiem, powiem to na co nie miałam odwagi w poprzedniej sytuacji.